


Wywiad z Beatą Tadlą
„Jestem przeszczęśliwa, że mogę robić to, co robię"
Fot. Robert Janicki Centrum Informacji i Planowania Kariery Zawodowej w Legnicy
Z Beatą Tadlą - dziennikarką TVN – kobietą, która „maluje głosem” - rozmawiała Ewa Gładysz
- doradca zawodowy Centrum Informacji i Planowania Kariery Zawodowej w Legnicy.
Czy pani się czuje kobietą sukcesu?
Zanim odpowiem na to pytanie myślę, że należałoby zdefiniować słowo sukces, ponieważ każdy, kto pracuje i robi to, co naprawdę kocha, to już osiągnął sukces. Ja rzeczywiście pracuję w zawodzie, który bardzo chciałam wykonywać, ale dowiedziałam się o tym nie tak od razu tylko dopiero w II klasie liceum i zdecydował o tym przypadek. Zawsze chciałam być aktorką, a w tamtych czasach nie było takich „fajnych” Centrów Informacji
i Planowania Kariery i nikt nie dbał o to, aby pomyśleć o tym, jaką ścieżkę pokazać. Ja robię to, co bardzo kocham
i w tym sensie mogę to określić mianem sukcesu. Osiąganie celu zawsze nim będzie, ale też trzeba z pokorą myśleć, że jeszcze wiele celów i wiele nauki przed nami.
Wiemy już, że u pani bardziej zadziałał przypadek, niż przebieg wydarzeń zgodnie z planem. Czy dziś, mając tą wiedzę i to doświadczenie, może pani powiedzieć, że warto planować, czy lepiej iść na tak zwany żywioł?
Kiedyś były zupełnie inne czasy. Poruszaliśmy się jak „dzieci we mgle”. Dzisiaj już wiem, że na pewno trzeba planować.
Czy jak się ukończyło taką szkołę, jak ta , o doskonałej tradycji i wysokim poziomie, czy łatwiej jest później odnaleźć się na rynku pracy?
Zdecydowanie tak! Renoma szkoły zawsze i do końca życia będzie się za człowiekiem „ciągnąć” – oczywiście w tym pozytywnym tego słowa znaczeniu. Do dziś pamiętam jak pojechaliśmy na wymianę do Francji i kiedy Francuzi usłyszeli, że my wiemy o zmianie na stanowisku premiera ich rządu-i rozmawiamy dobrze po francusku, bo francuski rzeczywiście mieliśmy na bardzo wysokim poziomie, to stwierdzili, że musimy chodzić do bardzo elitarnej szkoły. Mieliśmy dużo satysfakcji z tego tytułu.
Jest pani dziennikarką, wykłada pani na uczelni, wydaje pani już trzecią książkę. Czy pisanie może się okazać nową ścieżką kariery zawodowej?
To są ścieżki, które uzupełniają się wzajemnie. Bardzo dobrym przygotowaniem dla dziennikarza telewizyjnego jest praca w radiu. Ja spędziłam przed mikrofonem 15 lat. Muszę powiedzieć, że nie ma lepszej szkoły, liczy się tylko to, jak mówimy, co mówimy. W radiu można pozwolić sobie na to, żeby malować słowami, aby zadziałać na wyobraźnię słuchacza. W portalu internetowym można się podeprzeć zdjęciem, a w radiu już nie, natomiast telewizja jest medium obrazka totalnego. Dajemy widzowi gotowy towar na tacy.
Jak wygląda dzień pracy Beaty Tadli - dziennikarki TVN?
Właściwie nie wiem, kiedy się kończy, a kiedy zaczyna. Ja pracuję cały czas. Praktycznie non stop. To jest praca, która wymaga, aby być ciągle na bieżąco i wiedzieć, co się dzieje na świecie. Nie możemy sobie pozwolić na pustkę w głowie. Przychodzę do pracy przed 10, część materiałów jest już zaplanowana na kolegium wydawców, ale potem świat może stanąć na głowie i musimy reagować na wszystko, co dzieje się w ciągu dnia. Dlatego poranny porządek i kolejność może zmienić się diametralnie w momencie pojawienia się programu. Nie jesteśmy w stanie przewidzieć, co się wydarzy, w telewizji informacyjnej „na żywo” nigdy nie wiemy, co stanie się za chwilę.
Jakie są najprzyjemniejsze momenty w pani pracy?
Dla mnie ważne jest poczucie, że za pomocą informacji, które przekazuję wywołam emocje u człowieka, to jest bardzo przyjemne. Uwrażliwianie, wpływanie informacją na losy czy stan widzów daje dużą satysfakcję.
Czy wy dziennikarze jesteście w jakiś szczególny sposób szkoleni pod kątem swojego warsztatu pracy, czy jest coś w rodzaju takiej „dziennikarskiej biblii” - co wolno, a czego nie można powiedzieć, skomentować?
Przyznam, że ja oczekiwałam, iż ktoś powie jak mam się zachowywać. Tak się jednak nie stało i z tej perspektywy myślę, że to dobrze, bo szefowie postawili na indywidualizm, na to, że każdy z nas ma prawo być naturalny na swój sposób. Dano nam swobodę i jestem naprawdę bardzo wdzięczna, że nikt nie narzucił jak mam mówić, co mam robić. Ale to, co my możemy powiedzieć w dużej mierze zależy od naszej autocenzury, od naszej wiedzy i naszego doświadczenia. Więc jeżeli mam odpowiedzieć na to pytanie, to taka biblia faktycznie jest, ale dotyczy tylko tego, jak należy informować, natomiast nikt nie narzuca, co trzeba powiedzieć albo czegoś nie wolno mówić.
Sukces obarczony ciężką pracą. Jak długo jeszcze można wytrzymać, na ile wystarczy energii?
Mnie motywuje do pracy człowiek. Ja po prostu kocham ludzi, oni mnie napędzają i dodają mi energii.
Mam nadzieję, że jeszcze na długo mi jej wystarczy.
Czy myślała pani o tym, aby zaistnieć w mediach międzynarodowych, typu BBC, CNN, czy może poprowadzić swój autorski program, czy jest jeszcze coś takiego, co w sercu czeka i coś, o czym pani marzy?
Odkryłam w sobie pasję społeczną. Głęboko wierzę, że działanie dziennikarza to też działalność społeczna. To się musi z tym wiązać. Coraz częściej widzę potrzebę uwrażliwiania ludzi, szukania w nich dobrych cech. Mam w planie powołanie fundacji, ale nie mogę jeszcze o tym mówić. Kolejne książki. Moim ogromnym wyzwaniem jest wychowanie dziecka. Myślę, że to jest najpiękniejsza przygoda życia. Obserwowanie, jak powstaje człowiek, jakby lepiony z plasteliny. To są wyzwania na teraz.
Czy gdyby mogła się pani cofnąć do momentu wyboru swojej kariery, to wybrałaby pani coś innego?
W życiu! Jestem przeszczęśliwa, że mogę robić to, co robię. Jest to zawód, który cały czas mnie kształci.
Jestem niespokojnym duchem, mam ciekawość świata, a ten zawód jest właśnie dla takich ludzi.
Co pani sądzi na temat tego, jak bardzo zmieniło się znaczenie słowa „dziennikarz”. Dzisiaj dziennikarzami nazywają się często ludzie, którzy piszą mało wartościowe artykuły, natomiast kiedyś ważny był naprawdę porządny warsztat?
Niewątpliwie dzisiaj dużo łatwiej zaistnieć w tym zawodzie, niż kiedyś. Oczywiście, jeżeli ktoś dobrze napisze tych kilka linijek, to świetnie. Myślę też, że rynek jest najlepszym weryfikatorem. Każdy może dziś napisać książkę, a to, czy ona jest dobra, czy zła, zdecydują czytelnicy. Podobnie z telewizją. Albo oglądamy programy, bo chcemy, jesteśmy nimi zainteresowani, podobają nam się, a dziennikarze w nich występujący są ciekawi i wiarygodni albo łapiemy pilota i to on rządzi. Tak będzie z czytaniem tekstów pisanych przez ludzi niedoświadczonych- jeśli nam nie będą odpowiadać, po prostu to odrzucimy.
Czy jest jakaś rada, którą chciałaby pani dać młodym ludziom, którzy dziś mają zamiar wybrać ten zawód?
Myślę, że kiedy przychodzimy do ewentualnego pracodawcy, to musimy być absolutnie pewni tego, po co przyszliśmy. On ma wiedzieć, że nam naprawdę bardzo zależy. Na pewno nie należy formułować zbyt wielu roszczeń. Trzeba być raczej skromnym, ponieważ pokora jest ogromną wartością. Człowiek, który na samym wstępie pokaże, że jest butny, wydaje mu się, że wie więcej, niż wskazuje na to rzeczywistość, nie zyskuje szacunku. Powinniśmy być przede wszystkim pewni swoich kompetencji, głęboko wierzyć w to, że jesteśmy w czymś dobrzy. Powinniśmy zdecydowanie i stanowczo formułować swoje myśli, czyli używać takich słów, żeby odbiorca czytał je zgodnie z naszą intencją. Musimy być zatem świadomi słów, które wypowiadamy. To jest rada dla wszystkich. Nie tylko tych, którzy starają się dostać pracę, ale też tych, którzy chcą się po prostu komunikować. Język jest podstawą komunikacji.
Dziękuję za rozmowę
Fot. Robert Janicki Centrum Informacji i Planowania Kariery Zawodowej w Legnicy
Ogólnopolski Tydzień Kariery – Legnica 21 października 2011
Centrum Informacji i Planowania Kariery Zawodowej w Legnicy